Wilczy Szaniec 1944 (Wolfschanze 1944: The Final Attempt) [2006]0:00 - Start0:57 - Wilczy Szaniec10:19 - Jezioro20:31 - Kaplica26:02 - Garnizon38:53 - Zamek Wysadzenie Wilczego Szańca było przedsięwzięciem, któremu niemieccy saperzy z braku czasu i odpowiedniej ilości materiałów wybuchowych nie sprostali - mówi PAP historyk Daniel Chraniuk z gdańskiego Muzeum II Wojny Światowej. Obiekty wysadzono w nocy z 24 na 25 stycznia 1945 r. PAP: Dlaczego kwatera główna Hitlera zbudowana została w Gierłoży? Daniel Chraniuk: Centralnym niemieckim ośrodkiem dowodzenia w czasie II wojny światowej była Kwatera Główna fuehrera Adolfa Hitlera. Do 1941 r. nie miała ona swojej stałej siedziby. Sytuacja uległa zmianie, kiedy III Rzesza rozpoczęła przygotowania do wojny ze Związkiem Radzieckim. Wówczas jesienią 1940 r. zapadła decyzja o budowie stałej siedziby, która pomieści także Naczelne Dowództwo Sił Zbrojnych III Rzeszy (Oberkommando der Wehrmacht – OKW). Pomysł na lokalizację kwatery w lasach koło Gierłoży przedstawił Hitlerowi inż. Fritz Todt. Kierował on wówczas stworzoną przez siebie paramilitarną „Organization Todt”, która była odpowiedzialna za budowę wielu obiektów wojskowych. Todt znał dobrze okolice Gierłoży i był stałym bywalcem istniejącego tam domu wypoczynkowego – Kurhausu. Za wybraną przez niego lokalizacją przemawiała bliskość przyszłego frontu i względne bezpieczeństwo. Obszar wokół Kętrzyna zaliczał się do Giżyckiego Rejonu Umocnień. Rozległe jeziora i bagna stanowiły naturalną barierę ochronną. Teren był gęsto zalesiony, co dawało możliwość dobrego maskowania przeciwlotniczego, i słabo zaludniony, dzięki czemu liczono na możliwie długie utrzymanie lokalizacji kwatery w tajemnicy. Pierwsze prace budowlane rozpoczęto późną jesienią 1940 r. pod pozorem budowy zakładów chemicznych „Askania”. Przy budowie jednocześnie pracowało około 2-3 tys. robotników, pierwszy etap prac zakończono dopiero późnym latem 1941 r. Następnie na przełomie 1941-42 r. i w 1944 r. kwatera była rozbudowywana. Początkowo, dla bezpieczeństwa, przy budowie zatrudniano wyłącznie Niemców. Później, przy rozbudowach, do Gierłoży przywieziono także robotników przymusowych z Polski, Francji i Związku Radzieckiego. Daniel Chraniuk: Nazwę „Wilczy Szaniec” (Wolfsschanze) nadał kwaterze sam Adolf Hitler, który przybył tam 24 czerwca 1941 r., dwa dni po niemieckim ataku na Związek Radziecki. Obecny kształt "Wilczy Szaniec" osiągnął dopiero po rozbudowie w 1944 r. Otoczony zasiekami z drutu kolczastego i polami minowymi kompleks zajmował powierzchnię około 250 ha. Wewnątrz podzielony był na trzy strefy bezpieczeństwa, które czasowo zamieszkiwało ponad 2000 osób. Nazwę „Wilczy Szaniec” (Wolfsschanze) nadał kwaterze sam Adolf Hitler, który przybył tam 24 czerwca 1941 r., dwa dni po niemieckim ataku na Związek Radziecki. PAP: Jaka była infrastruktura kwatery? Jak liczna była jej załoga? Daniel Chraniuk: Obecny kształt "Wilczy Szaniec" osiągnął dopiero po rozbudowie w 1944 r. Pierwotnie kwatera wyglądała o wiele skromniej i składała się jedynie z drewnianych i murowanych (ceglanych) baraków. Z czasem niektóre baraki były „oblewane” betonowymi płaszczami, a najcięższe obiekty konstruowano od podstaw. Efektem wszystkich prac budowlanych było powstanie świetnie zamaskowanego leśnego kompleksu ośmiu ciężkich schronów przeciwlotniczych, kilkunastu lżejszych oraz kilkudziesięciu ceglanych i drewnianych baraków. Najcięższe schrony typu „A” powstały dla Adolfa Hitlera, Martina Bormanna i Hermanna Goeringa. Schron Hitlera miał 36 m długości, 32 m szerokości i 10 m wysokości, grubość jego stropu wynosiła 8 m. Ważył on ponad 50 000 ton. Goering w swoim schronie nigdy nie zamieszkał. Ten sybaryta bardzo nie lubił cichego i surowego klimatu "Wilczego Szańca". Największym problemem kwatery była wilgoć i związany z nią rozwój grzybów i pleśni. Latem w okolicznych jeziorach i bagnach mnożyły się miliony komarów i meszek, które mocno dawały się we znaki załodze kwatery. Istotnym walorem lokalizacji "Wilczego Szańca" była jego infrastruktura komunikacyjna. Kwatera znajduje się tuż przy drodze Kętrzyn – Węgorzewo. Obok niej biegła linia kolejowa, która w latach budowy i użytkowania kwatery była bardzo intensywnie eksploatowana. Zaledwie 7 kilometrów na południowy zachód do "Wilczego Szańca" we wsi Wilamowo znajdowało się lotnisko do obsługi pasażerskiej i łącznikowej. W kwaterze powstała duża centrala łącznościowa obsługująca stałe połączenia telefoniczne, dalekopisowe, radiowe i radiotelegraficzne. Dzięki nim utrzymywano stałą komunikację z całą okupowaną przez Niemców Europą. Otoczony zasiekami z drutu kolczastego i polami minowymi kompleks zajmował powierzchnię około 250 ha. Wewnątrz podzielony był na trzy strefy bezpieczeństwa, które czasowo zamieszkiwało ponad 2000 osób. PAP: Jakie strategiczne decyzje co do przebiegu wojny zapadały w Gierłoży? Daniel Chraniuk: Od 24 czerwca 1941 r. "Wilczy Szaniec" stał się główną kwaterą Hitlera i Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych III Rzeszy. Kwatera była głównym ośrodkiem decyzyjnym. Hitler przyjmował w niej najwyższych dygnitarzy reżimu nazistowskiego oraz przywódców państw sojuszniczych i satelickich III Rzeszy. Ponadto na stałe kwaterowali tam generałowie i oficerowie Wehrmachtu oraz funkcjonariusze SS. To przed nimi przywódca III Rzeszy wytyczał strategiczne cele oraz wygłaszał monologi na temat planów zdobycia „przestrzeni życiowej” na Wschodzie. 6 sierpnia 1942 r. w "Wilczym Szańcu" Hitler powiedział: „Pochłoniemy albo usuniemy śmieszne sto milionów Słowian”. W niewoli niemieckiej zostało zabitych lub zmarło z wycieńczenia, chorób i głodu ok. 3,3 mln jeńców radzieckich. Niemcy masowo mordowali Żydów oraz słowiańską ludność cywilną. Daniel Chraniuk: Od 24 czerwca 1941 r. "Wilczy Szaniec" stał się główną kwaterą Hitlera i Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych III Rzeszy. Kwatera była głównym ośrodkiem decyzyjnym. Hitler przyjmował w niej najwyższych dygnitarzy reżimu nazistowskiego oraz przywódców państw sojuszniczych i satelickich III Rzeszy. Ponadto na stałe kwaterowali tam generałowie i oficerowie Wehrmachtu oraz funkcjonariusze SS. W "Wilczym Szańcu" Hitler snuł plany całkowitego zniszczenia Moskwy; tu zapadła decyzja o blokadzie Leningradu i zagłodzeniu jego mieszkańców. 1 sierpnia 1944 r. na wieść o wybuchu powstania w Warszawie Hitler wydał rozkaz całkowitego zniszczenia miasta i eksterminacji wszystkich mieszkańców. Do walki Niemcy skierowali specjalne jednostki SS, złożone z kryminalistów. W pierwszych dniach sierpnia wymordowały one ok. 50 000 mężczyzn, kobiet i dzieci. Po kapitulacji powstania Niemcy obrócili Warszawę w morze ruin. Mówiąc o tym miejscu trzeba zawsze pamiętać, że jest ono naznaczone cierpieniem i krwią setek tysięcy ludzi. PAP: Turystom "Wilczy Szaniec" kojarzy się przede wszystkim z nieudanym zamachem na Hitlera. Jak historycy oceniają to zdarzenie w szerokim kontekście historycznym? Daniel Chraniuk: Zamach dokonany przez płk. Clausa von Stauffenberga 20 lipca 1944 r. był bardzo realną próbą pozbawienia Hitlera życia. Historycy jego przebieg rozłożyli niemal na części pierwsze. Trzeba przyznać płk. Stauffenbergowi, że - jak na tamte okoliczności - wykazał się dużą odwagą i determinacją, a tylko splot okoliczności uratował Hitlerowi życie. Nie można jednak zapomnieć, że płk. Stauffenberg długo był lojalnym niemieckim oficerem popierającym politykę Hitlera. Brał on udział w kampaniach w Polsce, Francji i Afryce Północnej. W liście do żony z 4 września 1939 r. pisał o Polsce: „Miejscowa ludność to niewiarygodny motłoch, bardzo dużo Żydów i mieszańców. Wokół czuje się nadzwyczajną nędzę. To jest naród, który aby dobrze się czuć, najwyraźniej potrzebuje batoga. Tysiące jeńców przyczynią się na pewno do rozwoju naszego rolnictwa”. Podczas walk w Afryce Północnej został ciężko ranny, tracąc lewe oko, prawą dłoń i dwa palce u lewej dłoni. Po rekonwalescencji Stauffenberg nie wrócił na front, ale został mianowany szefem sztabu Armii Zapasowej. Międzynarodowa sytuacja III Rzeszy bardzo się wówczas pogorszyła. W 1943 r. Niemcy doznali klęsk w Afryce Północnej i pod Kurskiem. Alianci właściwie pokonali sojusznicze Włochy, których Niemcy musieli bronić własnymi siłami. Na sile przybierały alianckie naloty na niemieckie miasta i ośrodki przemysłowe. 6 czerwca 1944 r. alianci wylądowali w Normandii i utworzyli drugi front, a 22 czerwca ruszyła wielka ofensywa Armii Czerwonej na Białorusi. Wszystko to sprawiło, że wokół płk. Stauffenberga zawiązała się grupa oficerów niezadowolonych z przebiegu wojny i klęsk. Planowali oni zabić Hitlera, a następnie dokonać przewrotu wojskowego, rozbrajając w Berlinie i innych dużych miastach siły wierne reżimowi. Planowi temu nadano kryptonim „Walkiria”. Spiskowcy zamierzali zawrzeć pokój z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi, kontynuować zaś wojnę z ZSRR w celu utrzymania wcześniejszych zdobyczy terytorialnych na Wschodzie. Daniel Chraniuk: Tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej, na rozkaz feldmarszałka Wilhelma Keitla, w nocy z 24 na 25 stycznia 1945 r. zabudowania "Wilczego Szańca" wysadzono w powietrze. Było to duże przedsięwzięcie, któremu niemieccy saperzy z braku czasu i odpowiedniej ilości materiałów wybuchowych nie sprostali. Efekty ich działań możemy oglądać współcześnie. Zamach z 20 lipca 1944 r. był bardziej efektem spisku wojskowych niż działania zorganizowanego ruchu oporu. Patrząc na ówczesną sytuację Niemiec, trudno uwierzyć, że śmierć Hitlera mogłaby coś zmienić. W lipcu 1944 r. było już stanowczo za późno, aby alianci, zwłaszcza Związek Radziecki, zrezygnowali z parcia naprzód. Paradoksalnie zamach przysłużył się samemu reżimowi. Propaganda niemiecka odmawiała zamachowcom ludzkich cech, a przez armię przetoczyła się fala podejrzeń i aresztowań eliminujących wszelki przejawy nielojalności. Na czoło jeszcze bardziej wybito posłuszeństwo, fanatyzm i bezwarunkową wiarę w fuehrera. PAP: Jakie były okoliczności wysadzenia "Wilczego Szańca" w 1945 r.? Daniel Chraniuk: Jesienią 1944 r. Armia Czerwona zbliżyła się do granic Prus Wschodnich. Hitler opuścił kwaterę w "Wilczym Szańcu" 20 listopada 1944 r. Ludności cywilnej na ewakuację z Prus Wschodnich zezwolono dopiero w styczniu 1945 r. Miejscowa ludność rzuciła się do ucieczki w obawie przed nadciągającą Armią Czerwoną. W warunkach bardzo ostrej zimy uciekinierzy na własną rękę podążali na zachód bądź próbowali dostać się na statki w portach bałtyckich. Część transportów z uchodźcami została zatopiona przez radzieckie okręty podwodne. Opustoszała kwatera, pomimo zaangażowanych tak wielkich środków materiałowych nie miała znaczenia militarnego. Tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej, na rozkaz feldmarszałka Wilhelma Keitla, w nocy z 24 na 25 stycznia 1945 r. zabudowania "Wilczego Szańca" wysadzono w powietrze. Pisemny rozkaz feldmarszałka zachował się do dziś. Było to duże przedsięwzięcie, któremu niemieccy saperzy z braku czasu i odpowiedniej ilości materiałów wybuchowych nie sprostali. Efekty ich działań możemy oglądać współcześnie. Aby wysadzić w powietrze, a właściwie rozerwać od środka betonowy płaszcz ciężkiego schronu typu „A” potrzebne było nawet kilka ton materiałów wybuchowych. Najbardziej zniszczony został schron Hitlera. Pozostałe z mniejszymi lub większymi uszkodzeniami stoją do dzisiaj. Rozmawiała Agnieszka Libudzka (PAP) ali/ ls/ mjs/ gma/ 280 tys. turystów w "Wilczym szańcu" Hitlera. 4 września 2023, 14:21. FACEBOOK. KOPIUJ LINK. Około 280 tys. osób zwiedziło do końca wakacji dawną kwaterę Hitlera "Wilczy szaniec" w Gierłoży — podało zarządzające tym obiektem Nadleśnictwo Srokowo (woj. warmińsko-mazurskie). Tegoroczna frekwencja jest bliska rekordowym wynikom
Po zakończeniu zwiedza pierwszej strefy bezpieczeństwa, która znajduje się na południe od szosy przecinającej Wilczy Szaniec turyści mogą zobaczyć jak wyglądała druga strefa kwatery. W przeciwieństwie do centrum Wilczego Szańca, które było zamieszkane przez dygnitarzy trzeciej rzeszy, w drugiej strefie mieszkali i pracowali oficerowie sztabowi. Na jej terenie znajdowały się budynki przedstawicielstw sił zbrojnych, urzędów oraz szereg obiektów infrastruktury technicznej takich jak np. nowy schron łączności, który zapewniał łączność kwatery z każdym miejscem pod władaniem trzeciej rzeszy, czy po prostu basen przeciw pożarowy. Zwiedzenie drugiej strefy kwatery rozpoczyna się przy przejeździe kolejowym obok bramy wjazdowej. Zwiedzający tą część Wilczego Szańca kierują się do szosy łączącej Kętrzyn z Węgorzewem i następnie skręcają w lewo w kierunku Węgorzewa. Idąc drogą mijają po prawej stronie budynek biurowy przedstawicielstwa Ministerstwa Spraw Zagranicznych (29). Zaraz za tym obiektem skręcają w drugą drogę w chwilę po wejściu na oryginalną betonową drogę, która wykonana została na potrzeby kwatery, po lewej stronie zwiedzający widzą budynek przedstawicielstwa wojsk lotniczych OKL (24). Jest to typowy budynek biurowy w tej części kwatery. Do budynku prowadziły 3 wejścia od północy, wschodu i zachodu. Przez oś budynku prowadził długi przelotowy korytarz od którego na lewo i prawo znajdowały się pomieszczenia, a mniej więcej na środku znajdowało się trzecie wejście. Budynek był podpiwniczony, ale w wyniku wysadzenia podłoga zapadła się do piwnicy, przez co wejście do środka jest utrudnione. Zachowały się w nim szczątki instalacji elektrycznej oraz mocowania stalowych zasłon do zamykania okien. Idąc dalej na południowy wschód od obiektu 24, po kilkudziesięciu metrach zwiedzający dochodzą do pozostałości niewielkiego cmentarza należącego do miejscowości Parcz. Funkcjonował on do roku 1942. Nie są na nim pochowani żadni ludzie związani z kwaterą. Następnie turyści udają się do ceglanego budynku należącego do Marynarki Wojennej OKM (25). Jako, że marynarka nie brała udziału w inwazji na Związek Radziecki, nie wybudowała sobie dowództwa w okolicy jak zrobił to Wermacht w Mamerkach, jednak posiadała swoje przedstawicielstwo w kwaterze i znajdowało się ono w tym budynku. Jest to budynek z czerwonej cegły z strunobetonowym dachem. Posiada tylko jedną kondygnację i jest wyraźnie mniejszy niż pozostałe budynki sztabowe. Naprzeciwko tego budynku znajduje się budynek, a właściwie fragment budynku, który ze względu na ocalenie jednego ze skrzydeł został spożytkowany, jako sklep. Następnie turyści udają się dalej drogą betonową i na skrzyżowaniu skręcają w prawo. Po kilkunastu metrach po prawej stronie ich oczom ukazuje się jeden z symboli Wilczego Szańca. Bunkier Ogólnego Użytku nr 26. Są to w zasadzie 2 lustrzane względem siebie obiekty, przez co nazywany jest przez miejscowych „bliźniakiem”. Biorąc pod uwagę całkowitą długość obiektu oraz szerokość, jest to największy schron ciężki wybudowany w kwaterze. Pojedynczy większy był tylko bunkier Hitlera (13). Jest to typowy schron przeciwlotniczy dla żołnierzy i oficerów pracujących w tej części kwatery. Po stalowych klamrach widocznych na frontowej ścianie można było wejść na strop do stanowisk ogniowych. Na każdym obiekcie znajdowało się stanowisko działka przeciw lotniczego oraz stanowisko KM’u. Ze stanowiska działa prowadził do wnętrza szyb z klamrami jak można zobaczyć w bunkrze Goeringa (16) w pierwszej strefie. Do wnętrza prowadziły 3 wejścia z których przez przelotowy korytarz można było wejść do pomieszczeń. Po wysadzeniu obiektu w całości pozostała tylko ściana frontowa, za nią można podziwiać „pracę” saperów SS. Widać tutaj dysproporcje wielkości pomieszczeń do grubości stropu. Można wejść do obiektu, jednak wymaga to zachowania szczególnej ostrożności. Obiekt ten pokazuje w doskonały sposób potęgę tych schronów. Wszystkie większe i mniejsze fragmenty betonu, rozrzucone po okolicy pochodzą właśnie z tego bunkra. Naprzeciw schronu po leśnej stronie widać dobrze zachowane stanowiska dla pojazdów. Idąc dalej drogą betonową po minięciu rozwidlenia turyści dochodzą do obiektu nr 27- Hotelu Batalionu Hitlera. Jest to budynek betonowy dwukondygnacyjny. W górnej części znajdowały się pokoje w dolnej, w piwnicy kotłownia i magazynki. Do budynku prowadzą 2 wejścia, jedno od strony schronu ogólnego użytku a drugie po schodach od południa. Do budynku można wejść. W głównym korytarzu widać skutki działania fali uderzeniowej. Miejscami zawalił się strop pomiędzy piętrem a piwnicą (OSTROŻNIE!). Od głównego korytarza odchodzą na lewo i prawo pomieszczenia. W północnej ścianie potężna wyrwa. Mniej więcej w ¾ długości po lewej stronie znajduje się drugie wyjście. Tuż obok schodów jest wejście do dolnej kondygnacji. Tuż za nim znajduje się tajemnicze zasypane zejście do podziemi. Tajne podziemia, czy studzienka techniczna? Wybór pozostawiam Państwu. Po wyjściu z piwnic turyści udają się w prawo . Idąc leśną ścieżką docierają do obiektu nr 28. To hotel i biuro naczelnego architekta i ministra uzbrojenia rzeszy A. Speera. Wcześniej budynek należał do Dr., Tooda, ale Speer zastąpił go po jego śmierci w katastrofie lotniczej. Budynek zbudowany jest na planie litery T. Do budynku prowadzą wejścia od wschodu i zachodu. Budynek posiadał dwie kondygnacje. Górna mieściła biuro i hotel, dolna kotłownie, archiwum, magazynki i co ciekawe garaże. Idąc wzdłuż okien można rozpoznać przeznaczenie niektórych pomieszczeń. Wejść można jedynie do skrzydła od strony zachodniej. Od wschodu zapadł się strop pomiędzy piwnicą, a piętrem. Idąc dalej leśną ścieżką zwiedzający dochodzą do widzianego na początku budynku przedstawicielstwa Ministerstwa Spraw Zagranicznych (29). Jest do budynek bardzo podobny do przedstawicielstwa wojsk lotniczych. Różnica między nimi polega na braku podpiwniczenia oraz tylko 2 wejściach od wschodu i północy w budynku Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zarówno w środku jak i na zewnątrz nie został on bardzo zniszczony, przez co spokojnie można wejść do środka. Po przejściu przez krótki korytarz turystom ukazuje się długi korytarz z ciągiem wejść na lewo i prawo do poszczególnych pomieszczeń. Tutaj także można dziś określić przeznaczenie niektórych z nich. Po zakończonym w tym miejscu zwiedzaniu turyści wracają na szosę asfaltową i skręcają w lewo idąc w kierunku kasy biletowej. Dla bystrego oka, szczególnie w okresie od jesieni do wiosny warto w połowie drogi pomiędzy parkingiem a obiektem 29 dobrze przyjrzeć się temu, co znajduje się po lewej stronie. Można dostrzec tam podstawę wierzy obserwacyjnej. Jest to wkopany w ziemię betonowy bunkier dla załogi, a na jego stropie stała drewniana wieża obserwacyjna. Nie są to oczywiście wszystkie obiekty 2 strefy jak i całej kwatery. Pozostałe budynki w kwaterze są trudno dostępne oraz nie są oznaczone w żaden sposób. Chodząc po lesie należy uważać na niezabezpieczone wejścia do kanałów technicznych i studni. Przeznaczenie poszczególnych obiektów zaczerpnięte z książki Mazury Północne Stanisława Siemińskiego Autorem tekstu i zdjęć jest Piotr KomaroV Komar. Autor składa serdeczne podziękowania siostrze Emilii za pomoc w realizacji zdjęć.
W Podlaskiem odwiedzisz miejsca, gdzie natura harmonijnie przeplata się z historią i tradycją wielu kultur. Daj się ugościć i dodaj Podlaskie do „Ulubionych”. Dziedzictwo przyrodnicze Dziedzictwo kulturowe Kuchnia regionalna Slowlife
Skip to content Private tour Private tour Travel from Gdansk to the Wolf’s Lair. Placed in the middle of a forest, these bunkers were Hitler’s headquarters throughout World War II. Whilst there you can explore the area, discovering bunkers and roads of generals whilst learning secret facts. About this activity Free cancellation Cancel up to 24 hours in advance to receive a full refund Reserve now & pay later Keep your travel plans flexible—book your spot and pay nothing today. Covid-19 precautions Special health and safety measures are in place. Check your activity voucher once you book for full details. Duration 10 - 12 hours Check availability to see starting times. Live tour guide Polish, English, German, Russian, French, Italian Pickup included Your Gdansk, Sopot, or Gdynia accommodation. Private group Take a private full-day tour from Gdansk to the Wolf’s Lair, Mamerki, and St. Lipka Enter the Hitler’s headquarters area from World War II with a local guide See authentic bunkers and hear of their incredible history Visit the Baroque St. Mary Church in St. Lipka Discover hidden secrets about the war Discover a complex of over 80 buildings built in 1941 that used to be Adolf Hitler’s military headquarters. See for yourself the 50 massive well-camouflaged bunkers, some of which have walls as thick as 6 meters. See the remnants of this historic and important place where decisions about war moves and the construction of death camps were made, as well as where the famous attack on Hitler took place. Wolf’s Lair was a perfectly guarded place that was surrounded by a minefield. It was operated for 4 years and was home to over 2,000 people. Whilst touring through this secret forest, your local guide will tell you the best stories and facts about the area, and will also show you some of the area's hidden gems. In the extended version of this tour, see also another place full of bunkers, Mamerki village. It used to be the headquarters of the Supreme Command of the Land Forces. It’s a huge area which includes bunkers, shelters, and the houses of generals and officers. Whilst there you will be able to discover the Amber Chamber, the interiors of the famous U-boot German Submarine, and a museum dedicated to the East Front. On your way back from the extended tour you will visit the St. Mary’s Sanctuary in Swieta Lipka. From the entrance you will be able to see fantastic Baroque architecture, the fabulous colors of the building, and the impressive gate. Inside you will find beautiful organs, fantastic paintings on the walls, a richly decorated roof, and great sculptures. Private full-day tour to the Wolf’s Lair, Mamerki, and St. Lipka Private licensed guide in Wolf’s Lair Ticket entrance to the the Wolf’s Lair Round-trip transportation from your hotel Private comfortable transportation with an English-speaking driver Sightseeing of the St. Mary’s Sanctuary (extended tour only) Ticket entrance to Mamerki Traditional Polish lunch Guide in Mamerki and the St. Mary’s Sanctuary Know before you go There will be time for a food break if you feel hungry after your tour Please check your email the day before the tour to receive important information There are many bunkers, underground areas, and old routes, so be sure to wear comfortable shoes
Wilczy Szaniec zlokalizowany jest w woj. warmińsko-mazurskim , tuż obok wsi Gierłoż. Oddalona zaledwie 8 kilometrów od Kętrzyna, jest jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych regionu. Gdy Adolf Hitler zdobywał sobie uznanie i poparcie Niemców, niewielu było takich, którzy wierzyli w to, iż ten krzykacz z Monachium będzie kiedyś władał połową Europy. Mimo wszystko był on jednak zagrożeniem dla Niemiec. Dla innych jednak stał się wielką szansą – szansą na odzyskanie potęgi Rzeszy, powrót do tradycji Świętego Cesarstwa Rzymskiego, którego główną częścią były niegdyś Niemcy. Jeszcze zanim rozpętała się II wojna światowa Adolf Hitler stał się celem zamachów zorganizowanych przez opozycjonistów. Brutalna rozprawa z legalnymi ugrupowaniami wyznającymi inne poglądy, a następnie prześladowania ludności żydowskiej i drastyczny program militaryzacji kraju przysporzyły przywódcy narodu niemieckiego wielu wrogów. Nie zdecydowali się oni wystąpić otwarcie, choć w tajemnicy organizowali się w prężnie działające ugrupowania. Spiskowcy niejednokrotnie nie wiedzieli, co właściwie chcą osiągnąć – czy ich celem miało być zabójstwo Hitlera, czy też usunięcie go od władzy? W późniejszych latach doszedł kolejny cel, o który warto było walczyć – zakończenie wojny trwającej od 1 września 1939 roku. Nas jednak ciekawi historia zamachu z 20 lipca 1944 roku, który niemalże doprowadził do śmierci führera. Zdarzenie to było idealnym przykładem na formowanie się organizacji spiskowej, jej działalności i wreszcie podjęcia próby tego, co miało doprowadzić do uratowania sytuacji narodu niemieckiego. W połowie lat trzydziestych Niemcy z zachwytem patrzyli na postępy Wehrmachtu, który stawał się największą europejską potęgą militarną, a przywódca narodu kreowany był na bohatera, który obalił niesprawiedliwe postanowienia Traktatu Wersalskiego. Nie wszyscy jednak dostrzegali to, co jednocześnie działo się w organizowanym na nowo państwie – Niemcy zalała fala terroru i represji, doszło do krwawej rozprawy z opozycją, a coraz agresywniejsze posunięcia mogły wkrótce doprowadzić do wielkiej wojny, w której niemieckim żołnierzom przyszłoby się zmierzyć z koalicją państw europejskich póki co dość niemrawo sprzeciwiających się ponownej militaryzacji Rzeszy. Mocarstwa zachodnie nie reagowały, jednak w chwili zagrożenia pewne było, iż utworzą zwarty blok antyfaszystowski. Dlatego też ci, którzy znajdowali się na nieco wyższych stanowiskach hitlerowskiego państwa i orientowali się w prawdziwych założeniach planów militarnych, zdawali sobie sprawę z zagrożenia. Jak piszą Franciszek i Julitta Bernaś („Zamach na Hitlera”) już w 1938 roku przeciwko Hitlerowi występował blok byłych zwolenników reżimu. Wśród wymienionych znajdowali się Ludwig Beck, gen. Witzleben, Wilhelm Canaris, gen. Oster, Hjalmar Schacht, Karl Goerdeler, Hans Gisevius. W latach czterdziestych do tej grupy miał dołączyć jeszcze ktoś – jeden z najbardziej utalentowanych niemieckich sztabowców, płk Claus von Stauffenberg. Wróćmy jednak do wcześniej wymienionych. Podjęli oni bowiem działania mające na celu uzmysłowienie Brytyjczykom i Francuzom zagrożenia oraz uświadomienie im, iż w Niemczech działa potajemna opozycja. Póki co nie było ona doskonale zorganizowana, jej członkowie nie byli nawet jakoś szczególnie zaangażowani w działalność spiskową – ot, była to zbieranina ludzi, którzy nagle uświadomili sobie, że nie tędy prowadzi droga do potęgi Niemiec. Często przemawiała przez nich frustracja, gdyż stopniowo odsuwano ich na boczny tor, izolując od aktywnej działalności. Przyszli alianci jeszcze nie widzieli zagrożenia własnych interesów w ekspansji hitlerowców. Dali tego dowód w Monachium, podczas specjalnej konferencji, na której bez walki oddali Hitlerowi Czechosłowację. Dopiero po zaatakowaniu przez Niemców Polski 1 września 1939 roku zachodni politycy opamiętali się, rozpoczynając wojnę, którą z czasem nazwano II wojną światową. Mimo zapewnień Hitlera o niechęci do angażowania się w walki przeciwko państwom zachodnim, w Wielkiej Brytanii i Francji ruszyły przygotowania do konfliktu zbrojnego. Zaczęto też myśleć o nawiązaniu kontaktu z opozycją antyhitlerowską, która przecież dawała już o sobie znać. Prawdopodobnie Stewart Menzies, szef wywiadu angielskiego, miał świadomość tego, iż jego odpowiednik w Rzeszy sprzyja działalności brytyjskiej i francuskiej. Informacje na ten temat uzyskał w drugiej połowie lat trzydziestych za pośrednictwem kpt. Roberta Treecka, z którym spotkał się w Luckington w Wielkiej Brytanii. Początkowo Brytyjczycy nie interesowali się działalnością Wielhelma Canarisa, nie ufali bowiem szefowi Abwehry. Czemuż mieliby mu ufać? Słusznie postępowali, bojąc się podstępu – takie zagrania wywiadów były przecież na porządku dziennym. Na pewno zaufania Brytyjczyków nie zdobyła Niemcom sprawa z Venlo. 9 listopada 1939 roku dwaj oficerowie brytyjscy zostali porwani z tej holenderskiej miejscowości przez siły niemieckie. Mjr Stevens i kpt. Best prowadzili właśnie tajne negocjacje, rzekomo z grupą opozycjonistów niemieckich. Wszystko okazało się być podstępem zorganizowanym przez Waltera Schellenberga. Canaris działał jednak rozważnie, stopniowo zdobywając zaufanie za pośrednictwem ambasady w Rzymie oraz wciągając w tajne rokowania Watykan. W Szwajcarii kilkakrotnie spotykali się specjalni wysłannicy obu stron. Canarisa i innych opozycjonistów reprezentował ambasador niemiecki w Rzymie, Ulrich von Hassel. W planach spiskowców, gdy faszystowski rząd i Hitler zostaną już obaleni, przydzielono mu stanowisko ministra spraw zagranicznych. A tymczasem Niemcy umacniali swą wiarę w Hitlera i potęgę swego kraju. Do czerwca 1940 roku podbite zostały kolejne kraje – Dania, Norwegia, Francja, Belgia, Luksemburg i Holandia. Szczęśliwa gwiazda führera nieco przygasła po przegranej bitwie powietrznej o Wielką Brytanię. Sztab generalny był zachwycony postępami niemieckiej armii i trudno było podejrzewać, iż nagle odwróci się do Hitlera w chwili jego tryumfów. Coś się musiało jednak dziać na linii Berlin-Londyn, gdyż majowa ucieczka zastępcy Hitlera, Rudolfa Hessa do Wielkiej Brytanii nie mogła być dziełem przypadku. Być może toczyły się kolejne rozmowy, prowadzane tym razem przez innego dygnitarza hitlerowskiego. A to wszystko w przeddzień kolejnej wielkiej ofensywy, tym razem celem ataku miał być Związek Sowiecki. Po początkowych sukcesach na froncie wschodnim przyszły i porażki. Druzgocące straty przyprawiały o ból głowy niejednego wojskowego, a Hitlerowi wciąż było mało. Jego opór i wiara we własne możliwości wzrosły do tego stopnia, iż zdecydował się samodzielnie kierować wojskami, choć miał o tym niewielkie pojęcie. Wtedy wszystko zaczęło się zmieniać – z kraju słano wszelkie możliwe rezerwy, z zachodu napierali już alianci nękający niemieckie miasta nieustannymi nalotami. W ten sposób to sam Hitler ściągnął na siebie zagrożenie. Opozycja nareszcie wiedziała, o co walczy – walczyła bowiem o przetrwanie narodu niemieckiego. Spośród wszystkich grup oporu musimy wybrać jedną, tę, której dziełem był lipcowy zamach z 1944 roku. W 1943 roku opozycjoniści zgrupowani wokół Karla Goerdelera nawiązali przyjazne stosunki z inną grupą spiskowców, która w swych szeregach miała dyplomatów, urzędników, wojskowych czy arystokratów. Należy wspomnieć Fryderyka von der Schulenburga, byłego ambasador niemieckiego w Moskwie, czy Juliusza Lebera, prawicowego socjalistę, który wkrótce miał okazję skonfrontować swe poglądy z wizją świata Clausa von Stauffenberga. Opozycjoniści połączyli swe siły, szukając alternatywnego rozwiązania, które umożliwi Niemcom zakończenie wojny i rozpoczęcie procesu odbudowy kraju. Nie ulegało wątpliwości, iż Adolf Hitler, wieloletni przywódca Rzeszy, nie zgodzi się na ustępstwa, nie cofnie też walczących na froncie oddziałów, mimo iż ponosiły one coraz większe straty. Zostawało zatem jedno wyjście – likwidacja Hitlera, odsunięcie od władzy jego głównych współpracowników i powołanie nowego rządu z członkami opozycji na czele. Tylko w ten sposób możliwe byłoby podpisanie pokoju. Oczywiście, w tym celu niezbędna była zgoda państw alianckich. Spiskowcy dość naiwnie liczyli, iż alianci muszą się zgodzić na podyktowane im warunki. W dniach 14-24 stycznia 1943 odbyła się konferencja w Cassablance, na której przywódcy aliantów zachodnich postanowili prowadzić wojnę w Europie aż do bezwarunkowej kapitulacji Niemiec. Niemcy przeświadczeni byli, iż uda im się przekonać Brytyjczyków do zawarcia pokoju. Słusznie twierdzili, iż dla zachodniego świata to właśnie Niemcy są barierą chroniącą przed zalewem komunizmu. Spiskowcy jakby pomijali w swych planach Amerykanów, którzy przecież w pełni zaangażowali się w wojnę, a na froncie stanowili o sile alianckiej armii. Dopiero w 1944 roku większość z zaangażowanych w zamach uświadomiła sobie, że nawet po śmierci Hitlera świat nie spojrzy łaskawym okiem na poczynania Niemców. Jeden z zamachowców powiedział nawet: „Zamach ten musi być dokonany choćby tylko jako próba rehabilitacji moralnej Niemiec, nawet jeśli po nim nie miałaby nastąpić natychmiastowa zmiana na lepsze w perspektywach Niemiec na arenie międzynarodowej”. Zostawmy to jednak i wróćmy do działań opozycji na arenie wewnątrzpaństwowej. 1 października 36-letni pułkownik hr. Claus von Stauffenberg otrzymał nominację na szefa sztabu Ogólnego Urzędu Sił Wojskowych (AHA), innymi słowy – armii rezerwowej. Jego bezpośrednim przełożonym miał być gen. Friedrich Olbricht. Kaleki Stauffenberg już rok wcześniej uświadomił sobie, iż wojna jest przegrana, a jedynym wyjściem z sytuacji będzie prawdopodobnie zamordowanie führera. Był zatem niezwykle cennym nabytkiem dla Goerdelera i jego grupy. Dodatkowo młody pułkownik dysponował rozległymi kontaktami w świecie wojskowości oraz arystokracji, co czyniło z niego niezwykle ważną postać wśród działaczy ruchu oporu. Rok wcześniej Stauffenberg był na froncie wschodnim, gdzie wielokrotnie rozmawiał z najwyżej postawionymi w hierarchii wojskowej dowódcami. Wnioski wyciągnięte z dyskusji z Friedrichem von Paulusem czy Erichiem Mansteinem doprowadziły go do smutnej refleksji, iż generałowie nie są w stanie nic zrobić, a sprawy muszą wziąć w swoje ręce pułkownicy. Od Olbrichta nowy nabytek Ogólnego Urzędu Sił Zbrojnych dowiedział się o możliwości czynnego oporu przeciw Hitlerowi. Generał popierał działalność spiskową i sam w niej uczestniczył odkąd dowiedział się o planach uderzenia na Związek Sowiecki. Dodatkowo w rozmowach Olbricht-Stauffenberg uczestniczył płk sztabu Henning von Tresckow, który ówcześnie znajdował się na chwilowym urlopie, gdyż dopiero co powrócił z frontu wschodniego. Wszystko to działo się przed 1 października. Jak zatem widać, pułkownik został wciągnięty w działalność konspiracyjną zanim objął posadę w AHA. O swoich planach Claus poinformował żonę oraz brata Bertholda. Z Tresckowem znali się już wcześniej i mieli do siebie pełne zaufanie. Tresckow został zwerbowany przez Olbrichta i Goerdelera w listopadzie 1942 roku. Pułkownik szybko uświadomił sobie, że Hitler musi zostać zlikwidowany i na własną rękę szukał kolejnych sojuszników w szalonym przedsięwzięciu. W czerwcu 1943 roku rozmawiał na ten temat z pułkownikiem sztabu generalnego Helmuthem Stieffem. Działał szybko, lecz rozważnie. Razem z Clausem Stauffenbergiem stworzyli zatem wspaniały duet – wzajemnie się uzupełniali, a głęboka przyjaźń i częste rozmowy ułatwiły porozumienie w najważniejszych kwestiach. Goerdeler był niezmiernie zadowolony, iż miał ich obydwu po swojej stronie. W sierpniu 1943 roku Tresckow i Olbricht wymyślili, iż w wypadku przeprowadzenia zamachu wykorzystany zostanie specjalny plan „Walkiria” stworzony niegdyś na potrzeby Niemiec w chwili, gdy te pogrążą się w wewnętrznym chaosie. Po odpowiednich przeróbkach mógłby on zostać zastosowany i w tej sytuacji. W tym wypadku możliwe byłoby wykorzystanie jednostek frontowych do stłumienia wewnętrznych napięć. W tym samym miesiącu spiskowcy ponieśli jednak porażkę, próbując nakłonić do współpracy feldmarszałków von Kluge i Mansteina, którzy kategorycznie odmówili jakichkolwiek posunięć. W tym czasie nawiązali też kontakt z ambasadorem Schulenburgiem, jednak nie padły żadne zobowiązujące deklaracje. Spiskowcy nie tracili czasu, gotowe były nawet rozkazy, które powinny zostać wydane w chwili śmierci przywódcy Rzeszy. Do 20 lipca 1944 roku ta część planu pozostała niezmieniona. Niestety, pod koniec września Tresckow musiał powrócić na front. Zostawił jednak Stauffenbergowi pewien prezent – paczkę, w której schowana była bomba angielskiej konstrukcji. Kłopotliwy ładunek wybuchowy wkrótce trafił do Stieffa, którego Stauffenberg próbował nakłonić do przeprowadzenia zamachu. Miał on bowiem stały i w miarę regularny dostęp do Hitlera. Choć Stieff nie powiedział, iż podejmie się zamordowania Hitlera, Stauffenberg obarczył go tym zadaniem, licząc, iż ten bez wahania zgodzi się wykonać niebezpieczną operację. Stieff schował ładunek u siebie w domu, zapalnik trzymał w biurze. Następnie, 20 listopada przekazał ładunek majorowi Kuhnowi, który postąpił wysoce nierozważnie i… 28 listopada zakopał paczkę na terenie kwatery głównej. Tylko dzięki interwencji adm. Wilhelma Canarisa udało się uchronić spiskowców od przykrych konsekwencji tego czynu. Mimo iż nikt nie ucierpiał, Stauffenberg nie mógł być zadowolony. Stracił bowiem to, co powierzył mu Tresckow. W międzyczasie pułkownik z przepaską na oku pracował nad lepszym przygotowaniem planu organizacyjnego. Podzielił Rzeszę na 18 okręgów wojskowych, w których wyznaczał oficerów łącznikowych. Do pracy pozyskano pracowników dowództwa floty (kryptonim „Koralle”), kwatery głównej Hitlera („Wolfsschanze”) i kwatery OKH („Mauerwald”). Równolegle do Stauffenberga działał Goerdeler, który zajmował się działalnością spiskową wśród cywilów. Stworzył on listę „pełnomocników politycznych”, którzy działali w różnych okręgach. Jak pisze Wolfgang Venohr („Stauffenberg – symbol oporu”) pomostem między obiema grupami był gen. Beck. Pod koniec 1943 roku Stauffenberg i Goerdeler stanowili zatem swoiste przywództwo niemieckich spiskowców, choć pozycja Stauffenberga nie była tak znacząca jak Goerdelera. Między obydwoma panami doszło też do utarczki sprokurowanej przez Stauffenberga, który zmusił Goerdelera do przekazania listy pełnomocników politycznych. W ten sposób narastały spięcia, które na pewno nie wpłynęły pozytywnie na działania obu grup. Na początku 1944 roku Stauffenberg nadal nie miał nikogo na miejsce wykonawcy zamachu. Stieff zawiódł na całej linii, von Tresckowa nie było na miejscu, Axel von de Bussche, który również był przewidziany na zamachowca, nie miał otrzymał możliwości działania. W styczniu 1944 roku Stauffenberg spotkał się z Goerdelerem, który przedstawił mu swoje postulaty odnośnie terytorium Rzeszy. Spiskowcy zgadzali się, iż w granicach Niemiec winny pozostać Sudety i Austria z Tyrolem. Alzacja i Lotaryngia miałyby uzyskać szeroką autonomię. Na wschodzie postulowali granice z 1914 roku. Co ciekawe, Stauffenberg nawiązał bardzo dobre kontakty z dr Juliusem Leberem, byłym deputowanym SPD do Reichstagu. Obaj mogli skonfrontować swe poglądy, a taka znajomość winna była zaprocentować w chwili przejęcia władzy przez spiskowców. 20 stycznia spotkali się po raz pierwszy. Od tej pory ich dyskusje były niezwykle częste. Prawdopodobnie w marcu (lub wcześniej) na trop grupy wpadło SD, które nieomal aresztowało jednego z wtajemniczonych, kpt. Ludwiga Gehre. W tym samym miesiącu Claus von Stauffenberg i jego brat Berthold opracowali rozkazy wojskowe na czas zamachu stanu. Wytyczne były zatem gotowe. Ukończone było też memorandum dr Goerdelera, który w maju przedstawił pełną listę osób proponowanych na czołowe stanowiska aparatu państwowego. Namiestnikiem Rzeszy i głównodowodzącym miał zostać gen. Beck, kanclerzem Rzeszy sam Goerdeler, a na ministra spraw zagranicznych proponowano albo ambasadora von Hassella, albo ambasadora von der Schulenburga. Goerdeler naciskał teraz na Stauffenberga, aby ten jak najszybciej zorganizował zamach na Hitlera, który odwlekał się już od pół roku. Nalegania te zmobilizowały Stauffenberga i sprawiły, iż podjął decyzję, która miała zadecydować o jego smutnych losach – postanowił samodzielnie wykonać to, co bezskutecznie próbowali uczynić kolejni spiskowcy. Specjalny ładunek został pozyskany z zapasów wywiadu. Zobaczmy zatem, co działo się w ostatnich tygodniach przed lipcową akcją pułkownika z czarną przepaską na oku. Należy wspomnieć o tym, kto został częściowo wtajemniczony w plany spiskowców. Na pewno o ambitnych planach wiedzieli feldmarszałkowie Erwin Rommel i Gerd von Rundstedt, którzy dowodzili na froncie zachodnim, feldmarszałek Kluge, generałowie Guderian, Falkenhausen, Stülpnagel, Schweppenburg, Leutwitz i Heusinger. Choć nie zgodzili się wziąć bezpośredniego udziału w zamachu, nie byli jawnymi sojusznikami, sprzyjali konspiratorom. Na nieszczęście zamachowców, 17 lipca Rommel, szykowany na głównodowodzącego na froncie zachodnim i głównego przywódcę wojsk niemieckich (były też przymiarki do oddania mu funkcji premiera) został ranny w wyniku ataku alianckiego lotnictwa na samochód, którym poruszał się feldmarszałek. Rommel trafił do szpitala i w chwili zamachu znajdował się w wyjątkowo ciężkim stanie, nie mogąc w żaden sposób wspomóc spiskowców. Franciszek i Julitta Bernasiowie snują przypuszczenia, iż o akcji mógł wiedzieć Heinrich Himmler. Prawdopodobnie za pośrednictwem dr Johannesa Popitza, który współpracował z Goerdelerem. Być może to właśnie kontakty z Popitzem doprowadziły do aresztowań wśród działaczy opozycji. W lipcu uwięziony został Leber oraz powiązani z lewicą Reichwein, Saefkow i Jacobs. Wróćmy jednak do działań spiskowców. Plan przygotowany w oparciu o „Walkirię” przewidywał użycie armii rezerwowej Friedricha Fromma. Obecny w kwaterze głównej Hitlera w Wolfsschanze gen. Fellgiebel miał zniszczyć komunikację kwatery z Berlinem. Po otrzymaniu wiadomości o udanym zamachu spiskowcy obecni w gmachu Ministerstwa Wojny przy Bendlerstrasse mieli rozpocząć plan „Walkiria”. Jednocześnie z wprowadzeniem stanu wojennego winni zostać aresztowani główni działacze NSDAP, SS, SD i gestapo. Na froncie zachodnim Niemcy powinni wycofać się za Linię Zygfryda i wkrótce nawiązać rozmowy z aliantami zachodnimi, umożliwiając im przejście przez Francję do granicy niemieckiej. Główne rozkazy wydawać miał feldmarszałek Witzleben. Wszystko to jednak zostało w sferze marzeń opozycjonistów i nie zostało wykonane. Problem był prozaiczny – Adolf Hitler nie zginął 20 lipca 1944 roku… Co ciekawe, niezwykle utalentowany sztabowiec Claus von Stauffenberg swoimi przemyśleniami i pisanymi przez siebie raportami zwrócił uwagę samego Hitlera. Jego talent doceniali też najwyżsi dowódcy, z którymi miał styczność kaleki pułkownik. Dlatego też dostał zaproszenie do kwatery głównej Hitlera, co umożliwiało mu zbliżenie się do celu jego zamachu i sfinalizowanie planu przygotowywanego od kilku miesięcy. 7 czerwca Stauffenberg po raz pierwszy był na naradzie w kwaterze głównej, odwiedzając Berghof. 6 lipca Stauffenberg po raz kolejny znajduje się na naradzie u führera, wygłaszając referat. 11 lipca ponownie zawitał w Berchtesgaden. Wziął ze sobą ładunek wybuchowy, jednak z nieznanych przyczyn nie dokonał jego detonacji. Jedna z hipotez głosi, iż nie zdecydował się na spowodowanie eksplozji, gdyż w pobliżu nie znajdował się Himmler. W nocy z 12 na 13 lipca Stauffenberg spotkał się z Giseviusem, który współpracował z wywiadem amerykańskim i dopiero co wrócił do Berlina. Przybyłego do Niemiec Goerdeler widział w roli sekretarza stanu w przyszłym antyfaszystowskim rządzie. Dodatkowo Gisevius miał odpowiadać za wewnętrzne oczyszczenie Niemiec (współpracując z Gruppenführerem SS Arthurem Nebe). Stauffenberg nie zrobił na Giseviusie piorunującego wrażenia. Co więcej, wydał się mu bezczelnym i nienauczonym szacunku. Takie podejście do postawy pułkownika zdradzało wyraźną niechęć osobistą Giseviusa względem organizatora działań spiskowych. Nie zmienia to jednak faktu, iż to właśnie w rękach (w wypadku kalekiego pułkownika takie stwierdzenie może być nieco niefortunne – miał bowiem tylko trzy palce lewej ręki, prawej nie miał w ogóle) Stauffenberga znalazł się los nie tylko zamachu, ale i wszystkich spiskowców. 14 lipca pułkownik otrzymuje rozkaz stawienia się w kwaterze głównej „Wolfsschanze” w Kętrzynie. Ci, którzy znajdują się w Berlinie, nazajutrz mają przygotować plan „Walkiria”. I tym razem z zamachu nic nie wyszło. Hitler nakazał Stauffenbergowi osobiście referować omawiane zagadnienie, co uniemożliwiło pułkownikowi podłożenie ładunku i oddalenie się z miejsca zamachu. O kłopotach Stauffenberg poinformował innych spiskowców zgromadzonych przy Bendlerstrasse. 18 lipca otrzymuje jednak kolejne wezwanie do kwatery głównej. Tym razem jedzie tam z przekonaniem, iż zamach jest nieuchronny i musi nastąpić. Spotkanie w „Wolsschanze” wyznaczono na 20 lipca. 20 lipca 1944 roku. O Claus i Berthold Stauffenbergowie wyruszają na lotnisko Rangsdorf, gdzie przybywają po 45 minutach jazdy samochodem. Dopiero po pięciu kwadransach startuje samolot, obierając kierunek na Prusy Wschodnie. Obok Clausa do Ju 52 wsiadają Stieff i von Haeften; Berthold pozostał na lotnisku. Claus ma przy sobie czarną aktówkę, w której ukryty jest ładunek wybuchowy. W drugiej teczce schowane są dokumenty Stauffenberga potrzebne mu podczas narady. O samolot ląduje w okolicach Rastenburg, a Stauffenberg udaje się do „Wolfsschanze” specjalnie podstawionym samochodem. Narada w kwaterze głównej zaplanowana jest na godzinę wcześniej ma przybyć Haeften, który przywiezie śmiercionośną aktówkę. Wszystko odbywa się zgodnie z planem, a około Haeften i Stauffenberg spotykają się w jednej z sypialni, gdzie przepakowują dwa ładunki wybuchowe do aktówki Stauffenberga. Operację, utrudnioną dodatkowo przez kalectwo Clausa, zakłóca sierżant Vogel, który przynosi wiadomość o telefonie gen. Fellgiebla. Niestety, komplikuje to działania obu mężczyzn, gdyż zabrakło im czasu na uzbrojenie obydwu ładunków. Chemiczne zapalniki Stauffenberg miał wcisnąć specjalnymi obcęgami dostosowanymi do jego możliwości. Nie zdążył uruchomić obydwu z powodu wtargnięcia do pokoju Vogela. Przypuszczał jednak, iż w chwili wybuchu nastąpi reakcja łańcuchowa, a nieuzbrojony ładunek eksploduje pod wpływem zdetonowanego. Chwilę po spieszy na naradę, aby jego spóźnienie było jak najmniejsze. Mjr John, widząc, jak kaleki pułkownik dźwiga aktówkę, próbuje mu pomóc, jednak szybko rezygnuje z tego pomysłu z powodu zdecydowanej odmowy Stauffenberga. Świadkowie zdarzenia sądzili, iż pułkownik nie chce przyznawać się do własnej słabości i w ten sposób manifestuje poczucie dumy, własnej siły i honoru. O Stauffenberg zasiada wśród przybyłych na naradę. Prosi jeszcze o ustawienie w pobliżu Hitlera, tłumacząc się własnym kalectwem i chęcią bycia bliżej führera podczas wygłaszania swojego referatu. Według Wolfganga Venohra podczas narady za stołem siedzieli: Adolf Hitler], Claus von Stauffenberg, gen. por. Heusinger, płk Brandt, gen. Korten, gen. Bodenschatz, gen. por Schmundt, płk sztabu Borgmann, stenograf dr Berger, kpt. marynarki Assmann, gen. mjr Scherff, viceadmirał Voss, d-ca brygady SS Fegelein, płk von Below, stenograf Buchholz, sturmbannführer Günsche, mjr sztabu von Freyend, mjr sztabu Büchs, płk Weizenegger, deputowany von Sonnleithner, gen. Warlimont, gen. por. Buhle, gen. płk Jodl, feldmarszałek Keitel. Na sali znajduje się potężny czworokątny stół drewniany oparty na dwóch podstawkach. Obok jednej z nich Stauffenberg umieszcza aktówkę, w której zapalniki czasowe ustawiono na 10 minut. Wybuch ma nastąpić około O Claus opuszcza naradę, pozostawia jednak swoje rzeczy, stwarzając pozory rychłego powrotu. O powietrzem wstrząsa potężna eksplozja. Sala zostaje zamieniona w dymiące gruzowisko. Tym, którzy obserwowali wybuch z zewnątrz wydaje się, iż nikt nie miał szans przeżycia tak strasznej eksplozji. Spiskowcy ruszają wcześniej przygotowanym samochodem. Jeden z sierżantów odmawia wypuszczenia maszyny ze Stauffenbergiem i Haeftenem w środku. Dopiero po telefonie do rotmistrza Möllendorfa samochód zostaje przepuszczony. Spiskowcy pędzą teraz na lotnisko, gdzie czeka Heinkel 111, który ma zabrać ich do Berlina. Piętnaście minut później lecą już do stolicy Rzeszy, nie wiedząc, iż zamach się nie udał. Świadomość tego, że Hitler przeżył wybuch ma z kolei Fellgiebel, który nie decyduje się na przerwania połączeń z Wilczym Szańcem. Tym samym już na początku spiskowcy ponoszą klęskę, kwatera główna nie traci bowiem tego, co miało sprawić, iż hitlerowskie władze zostaną całkowicie zdezorganizowane. Tymczasem w miejscu, gdzie eksplodował ładunek Stauffenberga… Brandt, Korten, Schmundt i Berger zginęli w wyniku eksplozji, znajdowali się bowiem najbliżej miejsca wybuchu. Ranieni zostali Bodenschatz, Borgmann i Puttkamer. Keitel biegał jak oszalały, krzycząc i szukając Hitlera. Okazało się, iż oprócz chwilowego ogłuszenia, siniaków, poparzeń i zadrapań führerowi nic się nie stało. Szybko opanowano chaos, a Hitler udał się do lekarza, który opatrzył powierzchowne rany. Führer dopatrywał się w całym zdarzeniu cudownego ocalenia przez nadludzkie moce. Do „Wolfsschanze” ma przybyć Benito Mussolini, którego Hitler chce powitać osobiście. Przybyły z Włoch gość ma okazję zobaczyć miejsce wybuchu i usłyszeć relację niemieckiego dyktatora. Sam Mussolini z zachwytem, ale i przerażeniem wykrzykuje: „To był znak niebios!”. Ogólne poruszenie i radość z powodu cudownego ocalenia führera zapanowały w kwaterze głównej w Kętrzynie. A na Bendlerstrasse nastroje były zgoła odmienne. Sprzeczne opinie mieszały się ze sobą. Z jednej strony do spiskowców zadzwonił Stauffenberg, który ogłosił, iż zamach się udał. Z drugiej jednak Fromm, poproszony o rozpoczęcie planu „Walkiria” skontaktował się z Keitlem, który zapewnił o tym, iż Hitlerowi nic się nie stało. Rozkazy płynęły więc z dwóch stron – na Bendlerstrasse w pocie czoła pracowali spiskowcy, próbując uruchomić przygotowany wcześniej plan; w Kętrzynie miotał się Keitel, który odwoływał wszystko to, co udało się wprowadzić w życie ekipie Stauffenberga i Goerdelera. W Wiedniu, Pradze, Hamburgu ci, którzy mieli rozpocząć aresztowania funkcjonariuszy państwowych, nie mieli siły przebicia, a ich postulaty albo zlekceważono, albo wyjaśniono nieporozumieniem. Nawet we Francji, gdzie wojskowy gubernator kraju gen. Stülpnagel usiłował nakłonić do współpracy feldmarszałka Klugego, zadanie nie zostało wykonane. Kluge dowiedział się bowiem, iż zamach skończył się niepowodzeniem, co sprawiło, iż nie zaangażował się w akcję. Stülpnagel postanowił popełnić samobójstwo, strzelając sobie w głowę. Na jego nieszczęście, życie uratował mu szofer. Generał wkrótce miał stanąć przed funkcjonariuszami gestapo. W budynku przy Bendlerstrasse znajdowali się tymczasem Olbricht, Höppner, Beck i oczywiście Fromm, który po telefonie do Keitla odmówił wzięcia udziału w zamachu stanu. O Stauffenberg i von Haeftebn przybywają na Bendlerstrasse. W Kętrzynie wszyscy są już pewni tego, że to Claus dokonał zamachu. Pięć minut po przybyciu Stauffenberga Fromm zostaje aresztowany i uwięziony. O postawiono w stan pogotowia batalion „Grossdeutschland” a jego dowódca major Remer udał się do komendanta Berlina gen. por. von Hase. Gen. Stieff nie wspomógł spiskowców. Ba, zdecydował się zdradzić ich i o poinformował szefa naczelnego dowództwa Wehrmachtu o tym, co usłyszał od kwatermistrza Wagnera, który z kolei wcześniej rozmawiał przez telefon ze Stauffenbergiem i Beckiem. Witzleben przybywa do głównego kwatermistrza do Zossen, skąd udaje się do Berlina. Przy Bendlerstrasse wciąż trwa niesamowite zamieszanie. Stauffenberg wykonuje masę telefonów i wydaje kolejne rozkazy odnośnie uruchomienia operacji „Walkiria”. Tymczasem o Radio Rzeszy podaje komunikat o nieudanym zamachu na führera. Komunikat ten jeszcze kilkakrotnie powtarzano. Claus von Stauffenberg nie wierzy tym zapewnieniom i nadal prowadzi akcję. Krótko po do spiskowców dołącza Witzleben, który zdecydował się nie przejmować władzy nad Wehrmachtem. 10 minut później major Remer rozmawia z… Hitlerem, który nakazuje mu stłumienie buntu. O Witzleben wyjeżdża z powrotem do Zossen. W tym samym czasie Stauffenberg dementuje plotki o rzekomym cudownym ocaleniu Hitlera i zagrzewa swoich rozmówców do działania. Remer zamiast wspierać spiskowców staje się ich największym wrogiem, dysponując osobistym rozkazem Hitlera. O von Hase zgłasza się do Josefa Geobbelsa, gdzie zostaje aresztowany przez funkcjonariuszy SD. W Kętrzynie w pocie czoła pracuje też Martin Bormann, który rozsyła kolejne rozkazy do poszczególnych dowódców, jednostek i gauleiterów, w których zaprzecza jakoby Hitler został zabity, a władzę przejął Wehrmacht. Przy Bendlerstrasse rozgrywa się jeden z końcowych aktów dramatu. Wierni Hitlerowi oficerowie postanawiają obezwładnić spiskowców i uwolnić Fromma. Około 23 Stauffenberg i reszta jego grupy zostaje aresztowana. Claus zostaje ranny. Wraz z Beckiem, Olbrichtem, Mertzem i Haeftenem zostają uwięzieni. W innym pomieszczeniu umieszczono Fritza-Dietlofa von der Schulenburga, Petera Yorcka von Wartenburga, Berthold Stauffenberga, hr. Schwerina i Eugena Gerstenmaiera. Po Fromm wkracza na scenę. Wiedział, iż zeznania tych, którzy właśnie zostali pojmani przyczynią się do jego oskarżenia, dlatego postanowił zlikwidować potencjalne zagrożenie. Friedrich Fromm, który postanowił w jedyny możliwy sposób oczyścić się z zarzutów, zorganizował szybki sąd i skazał wszystkich oskarżonych na śmierć. Beckowi umożliwił honorowe samobójstwo, jednak ten, podobnie jak Stülpnagel, nie trafił i brocząc krwią został zaprowadzony przed pluton egzekucyjny wraz z Stauffenbergiem, Mertzem, Olbrichtem i von Haeftenem. Fromm pozwolił skazanym napisać ostatnie słowa do rodzin. Wyrok śmierci Fromm nakazał wykonać żołnierzom z batalionu „Grossdeutschland”, którzy przybyli na Bendlerstrasse. Beck zostaje dobity przez jednego z żołnierzy. Pięć minut po północy skazańcy zostali wyprowadzeni na podwórze, gdzie o wszyscy zostają rozstrzelani. Według naocznych świadków przed śmiercią Claus von Stauffenberg wykrzykuje „Niech żyją Niemcy”. Krótko po północy przemówienie do narodu niemieckiego skierował Adolf Hitler. Powiedział „Niewielka klika ambitnych, pozbawionych sumienia i zarazem zbrodniczych i głupich oficerów, uknuła spisek, żeby mnie usunąć, a wraz ze mną cały sztab niemieckiego dowództwa wojskowego. Bomba podłożona przez pułkownika hrabiego Stauffenberga wybuchła w odległości dwóch metrów z mojej prawej strony. Spowodowała ciężkie obrażenia u wielu moich drogich współpracowników, jeden z nich zmarł. Ja sam pozostałem nietknięty, nie licząc paru zadrapań skóry, potłuczeń czy poparzeń […]”. Echo wybuchu z 20 lipca 1944 słyszalne było wkrótce w całej Rzeszy. Sprawa, co oczywiste, została nagłośniona, a hitlerowcy szybko zaczęli eliminowanie kolejnych spiskowców, którzy jeszcze nie zdążyli odebrać sobie życia lub, jak to było w wypadku zakładników Fromma, nie zostali rozstrzelani. Specjalnie stworzony Trybunał Ludowy miał sądzić Witzlebena. Prezydentem trybunału był Roland Freisler. Rozprawa odbyła się 7 sierpnia 1944 roku. Wyrok mógł być tylko jeden. Trybunał Ludowy bezlitośnie karał podejrzanych o zdradę, a w tym wypadku o spisek mający na celu pozbawienie życia Hitlera. 8 sierpnia Witzleben i tzw. „inni” w liczbie siedmiu (wśród nich: Erich Hoeppner, Helmuth Stieff, Albrecht von Hagen, Paul von Hase, Robert Bernardis, Friedrich-Karl Klausing i hr. Peter York von Wartenburg) zostali straceni przez powieszenie. Nadgorliwość Fromma w wypełnianiu obowiązków okazała się dla niego zgubną. Hitler słusznie zinterpretował zachowanie dowódcy wojsk rezerwowych i nakazał jego aresztowanie. Długie śledztwo przeciągnęło się do 19 marca 1945 roku, kiedy to Fromma stracono. Kluge również nie uszedł z życiem – zdecydował się na samobójstwo, zażywając truciznę 19 sierpnia 1944 roku. Warto też wspomnieć o Rommlu, który, mimo iż podczas zamachu stanu leżał w szpitalu, również został wmieszany w spisek. Doprowadziło go to do śmierci samobójczej w dniu 14 października 1944 roku. I wreszcie zobaczmy, co stało się z głównym inicjatorem spisku – dr Carlem Goerdelerem. Od dnia zamachu ukrywał się on i do 12 sierpnia udało mu się pozostać na wolności. Za informacje odnośnie miejsca pobytu Goerdelera wyznaczono nagrodę w wysokości miliona marek. Nic więc dziwnego, że zbieg został pochwycony. To dzięki reakcji pracowniczki służby pomocniczej Luftwaffe Goerdelera pochwycono w jednej z karczm w wiosce Konradswalde. Helena Schwärzel wkrótce otrzymała obiecaną nagrodę. Po uwięzieniu przez gestapo Goerdeler wcale nie ukrywał swojej działalności spiskowej. Co więcej, szafował kolejnymi nazwiskami, ujawniając przesłuchującym go najdrobniejsze szczegóły akcji. Znacznie ułatwił zadanie gestapowcom, którzy potrzebowali takich informacji, aby ostatecznie rozprawić się z opozycją. W konsekwencji Goerdeler wydał Himmlerowi wielu swoich towarzyszy, a sam został skazany na śmierć. Wyrok wykonano 2 lutego 1945 roku. Ostatnie słowa Goerdelera zapisane na ścianie jego celi brzmiały: „Zwracam się do świata z prośbą, by przyjął nasze męczeństwo jako pokutę za lud niemiecki”. 23 stycznia 1945 roku zginął hr. Helmuth James von Moltke, jeden z członków grupy „Kreisau”. Hrabia Trott zu Solz również przypłacił życiem udział w spisku – 26 sierpnia 1944 roku wykonano na nim wyrok śmierci. Fala represji, jaka ogarnęła Niemcy po lipcowym zamachu, trwała do ostatnich dni III Rzeszy. Choć Freisler zginął podczas jednego z bombardowań Berlina, znaleźli się kontynuatorzy jego niechlubnego dzieła. Tak skończyły się sny o wolnych Niemczech. Sny Clausa von Stauffenberga i jemu podobnych. I dopiero alianci przynieśli to, co nazwać możemy wyzwoleniem. Wilczy Szaniec- zwiedzanie. Dodano 1 sierpnia 2022 przez plik GPX Punkty; Kod trasy. 265360. Pobierz trasę w aplikacji Wpisz kod w wyszukiwarce Informacje
W czerwcu dostałam niespodziewanego maila z zaproszeniem na prezentację marki odzieżowej Royal Robbins. Z modą nie mam wiele wspólnego, ale jest to marka outdorowa, a że o podróżach wiem sporo, chętnie skorzystałam z technologie w odzieży?Brzmi abstrakcyjnie, bo o ile rozumiem zmianę w trendach, to wydawało mi się, że technologia mnie nie zaskoczy, a jednak! Na prezentacji miałam okazję obejrzeć outdorowe ubrania. Są zrobione w modnym i kobiecym stylu. To jednak nie wszystko, bo dobry wygląd to tylko jedna z ich z użyciem powłoki z powłoką Insect Shield to coś, co zaskoczyło mnie najbardziej. Dzięki wszytym włóknom można spokojnie spędzać czas na świeżym powietrzu, nie stresując się komarami ani kleszczami, które będą trzymać się od nas z dala. Brzmi niewiarygodnie? Też byłam sceptyczna, ale powiem szczerze, testuje kurtkę od miesiąca i działa. Właściwości zachowują się do 70 prań, więc powinna starczyć na długie sukienki, spodnie i koszulki to elementy z kolekcji Spotles. To przepiękne, kobiece kroje, które swietnie sprawdzą się zarówno w górach, w lesie jak i na wieczornej kolacji. Bez problemu można z nich zmyć czerwone wino, a w dodatku są z materiału odpornego na zagniecenia. O ile w codziennym życiu może to nie być decydujące przy zakupach, to jadąc w podróż zyskamy zarówno czas jak i na pewno przypadnie do gustu miłośnikom ekologii. Linia Hempline to ekologiczne konopie czy poliester pozyskany z recyklingu. Jestem bardzo ciekawa, czy takie technologie za kilka lat będą normą? Do produkcji JEDNEJ koszulki z bawełny potrzeba ok. 3000 litrów wody, a do tej z konopi ok. 500 litrów. Szczerze mówiąc, nie miałam jakim kosztem natury produkowane są zrobiły na mnie również takie triki, jak kurtka składająca się w torebkę, a w dodatku zachowująca miejsce w środku na kolejne rzeczy. W męskiej wersji kurtka zmienia się w prezentacji ubrań byłam w Puszczy Białej. To świetny kierunek dla mieszkańców stolicy na jednodniowy wypad. My miałyśmy okazję brać udział w leśnej kąpieli, spływie kajakowym po Bugu oraz treningu Nordic polecam?Wszystkim, którzy cenią wysoką jakość, funkcjonalność i estetyczny wygląd. Z kilku elementów można tworzyć naprawdę różne stylizacje, a do tego mieć pewność komfortu w każdych warunkach kupić?Marka Royal Robbins dopiero wchodzi do Polski i nie ma jeszcze salonu stacjonarnego, jeśli ktoś chce się zapoznać z ofertą to polecam sklep „outdoorzy„.Więcej szczegółów znajdziecie na ich kanałach w social mediach, facebooku i instagramie.
Kontakt Kontakt. Ośrodek Edukacji Historyczno-Przyrodniczej "Wilczy Szaniec" Nadleśnictwa Srokowo. Recepcja / Informacja +48 89 741 00 31. Biuro- +48 89 741 00 21. wilczyszaniec@olsztyn.lasy.gov.pl. Gierłoż 5. 11-400 Kętrzyn. Zastępca Nadleśniczego ds. promocji turystyki i edukacji. Sebastian Trapik.
SPIS TREŚCIBudowa kwateryŻycie na bagnachJak ukryć bunkry?ZamachUpadek kompleksuZwiedzanieNocleg i pamiątkiCiekawostki Wilczy Szaniec, w swojej kilkuletniej historii wojennej, był świadkiem wielu przełomowych wydarzeń. Kwatera miała być jedynie tymczasowym punktem dowodzenia Adolfa Hitlera w wojnie III Rzeszy z ZSRR, a spędził w niej ponad 800 dni. Będąc na Mazurach, grzechem byłoby nie poświęcić kilku godzin na zwiedzanie tego miejsca, nawet jeśli historia nie jest obiektem Waszych westchnień 🙂 Wilczy Szaniec – budowa kwatery Decyzję o budowie kompleksu w kętrzyńskich lasach podjęto w sierpniu 1940 r. Lokalizacja nie była przypadkowa. Rejon ten znajdował się niedaleko granicy ze Związkiem Radzieckim, był otoczony lasami i jeziorami stanowiącymi naturalną linię obrony. Istniejącą nieopodal szosę oraz linię kolejową wykorzystywano do transportu materiałów, z rejonu Puszczy Rominckiej przez słynne mosty w Stańczykach. Wilczy Szaniec (niem. Wolfsschanze, zapewne od partyjnego przydomku führera – Wilk) miał również do dyspozycji drogę lotniczą i znajdujące się w odległości ok. 10 km lotnisko sportowe w Wilamowie. Prusy Wschodnie były terenem świetnie ufortyfikowanym, a liczne twierdze, jak na przykład ta w Giżycku, dopełniały całego systemu bezpieczeństwa. Poza tym „leśne miasto”, ze względu na bliskość działań wojennych, dawało możliwość lepszej koordynacji i oceny bieżącej sytuacji na froncie oraz pełniło rolę centrum zarządzania państwem. Wolfsschanze - Gierłoż Szacuje się, że przy budowie, w różnych fazach realizacji projektu, mogło pracować nawet 50000 osób. Ostatnie prace zbrojeniowe liczącej 250 ha kwatery, wykonano w roku 1944, a na jej terenie znajdowało się ok. 100 obiektów o trwałej, wzmocnionej konstrukcji oraz ok. 80 budynków drewnianych. Życie na bagnach Teren Wilczego Szańca został podzielony na 3 strefy, w których zamieszkiwało ok. 2500 ludzi. Przebywało tam zaledwie 20 kobiet pełniących funkcje stenografek i stenotypistek. Schron Adolfa Hitlera Adolf Hitler przybył do nowego punktu dowodzenia 24 czerwca 1941 r. W czasie wojny przebywał tu w różnych odstępach czasowych ponad 800 dni. Jednak mieszkanie w surowych bunkrach, z zewsząd napadającymi komarami nastręczało wiele nieprzyjemności. W pierwszym okresie powstania kwatery, budynki nie przypominały żelbetowych schronów, których pozostałości do dziś widoczne są w Gierłoży. Dopiero w kolejnej fazie rozbudowy kompleksu, zaczęły pojawiać się ciężkie, surowe obiekty, w których panowała ogromna wilgoć i niskie temperatury. Wnętrze bunkra „Pensjonariusze” Wilczego Szańca zapadali na różne choroby, a codzienne życie było tu wbrew pozorom bardzo trudne. Odczuł to i Hitler, borykający się z wieloma schorzeniami w tym czasie. Tylko dzięki specyfikom jego lekarza Theo Morella, führer nadal mógł funkcjonować. Harmonogram dnia był niemal całkowicie podporządkowany wodzowi III Rzeszy, a liczne narady i spotkania niejednokrotnie kończyły się w późnych godzinach nocnych. Jak ukryć bunkry? Choć początkowo na terenie kompleksu nie stawiano betonowych bunkrów, zamysł ukrycia istnienia kwatery był oczywiście w pełni uzasadniony. Do 21 czerwca 1941 r., czyli na 3 dni przed pierwszą wizytą Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu, nad kwaterą przelatywały liniowe rejsy z Moskwy do Berlina. Dopuszczenie ich na mazurskie niebo, miało tworzyć wrażenie, że powstające w dole budynki nie mają żadnego znaczenia zajęła się niemiecka firma ogrodnicza Seidenspinner. Pomiędzy obiektami zawieszano siatki maskujące, a na dachach bunkrów w specjalnie przygotowanej powierzchni wysypywano ok. 30 cm warstwę ziemi, na której sadzono trawę i krzewy. Do dziś, na ścianach bunkrów widoczna jest specjalna masa przypominająca korę. Pozostałości bunkrów Z lotu ptaka wszystkie te maskowania pozwalały sądzić, że niżej jest tylko chroniące kwaterę przed okiem kamery nie były oczywiście jedynymi zabezpieczeniami. Nad spokojem Hitlera czuwały Służba Bezpieczeństwa Rzeszy oraz Zmotoryzowany Batalion Przyboczny Führera (FBB). Oprócz nich, na terenie kompleksu znajdowały się oczywiście punkty obrony przeciwlotniczej, a naokoło kwatery rozsiano 54 tys. min przeciwpiechotnych. Zamach 20 lipca 1944 r., płk. Claus von Stauffenberg z pomocą swojego adiutanta por. Wernera von Haeftena przeprowadzają nieudany zamach na Adolfa Hitlera. Stauffenberg, jako szef Sztabu Armii Rezerwowej dysponował sporymi siłami militarnymi i to ich zadaniem było przejęcie kontroli nad Berlinem w momencie usunięcie führera. Akcja nie powiodła się, a zbieg niesamowitych okoliczności jak choćby przeniesienie spotkania z betonowego bunkra dla gości do drewnianego baraku z otwartymi w tym czasie oknami, pozwolił przeżyć Hitlerowi. Jeśli narada odbyłaby się w bunkrze, skumulowana siła wybuchu zabiłaby wyniku zamachu zginęły 4 osoby. Sam führer nie odniósł większych obrażeń, a 2 godziny później spotkał się z Benito Mussolinim pokazując mu zgliszcza baraku. Los Stauffenberga i jego współpracownika został przesądzony jeszcze 20 lipca. W nocy, przez pośpiesznie zwołany trybunał zostali skazani na śmierć i rozstrzelani. Przygotowania i przebieg zamachu możemy zobaczyć w filmie Bryana Singera z Tomem Cruisem w roli głównej pt. Walkiria. Rzeźba upamiętniająca zamach na Hitlera Upadek W miarę zbliżania się frontu wschodniego do mazurskich jezior, atmosfera w kwaterze, jak i zdrowie wodza nazistowskich Niemiec zaczęły podupadać. Pomimo zapewnień, że nie ugnie się pod naporem radzieckich wojsk, 20 listopada 1944 r. opuszcza ostatecznie kompleks. Rozkaz wysadzenia zabudowań wydano 2 dni później, a wykonano w nocy z 24 na 25 stycznia 1945 r. Dzisiejsze wzmocnienia bunkrów Wilczy Szaniec - zwiedzanie Teren podzielono na 2 strefy zwiedzania. W pierwszej, udajemy się na trasę, na której znajdują się bunkier Adolfa Hitlera, budynek stenotypistek, dawne magazyny z ekspozycjami i wiele pozostałości po innych zabudowaniach. Strefa II jest bezpłatna i nie ma w niej właśnie – oprowadzanie. Bez cienia wątpliwości polecamy zwiedzanie z przewodnikiem, które niestety nie jest w cenie biletu i kosztuje 100 zł od grupy. Przewodnicy oczekują na turystów przy parkingu. Oczywiście możemy również samodzielnie eksplorować kwaterę wodza III Rzeszy, korzystając z tabliczek informacyjnych i aplikacji mobilnej, ale to nie to trochę zaskoczeni pracami, prowadzonymi na trasie zwiedzania. Główne przejścia pokryto kostką chodnikową, co w zamierzeniu ma oczywiście ułatwiać poruszanie się pomiędzy obiektami. Powstaje pytanie, czy gdzieś po drodze nie traci się oryginalności i ducha tego miejsca? My, odnieśliśmy takie właśnie wizytą w Gierłoży,sugerujemy wziąć ze sobą wygodne obuwie, a przede wszystkim…środek na komary. 🙂 Cennik (Strefa I) Bilet wstępu normalny – 15 złBilet wstępu ulgowy – 10 zł (uczniowie i studenci do 26 lat za okazaniem legitymacji)Dzieci do 6 lat – wstęp wolnyKarta Dużej Rodziny – 10 zł+ Parking Paweł na tropie historii Zwiedzanie z małym dzieckiem nie powinno stanowić problemu, choć na trasie są miejsca, w które nawet terenowy wózek nie wjedzie. Wilczy Szaniec - nocleg i pamiątki Na terenie kwatery znajdują się również hotel oraz pole namiotowe. O ile rozbicie namiotu nie obciąży znacząco budżetu, tak nocleg w bardziej komfortowych warunkach wręcz przeciwnie (ceny od 100 zł za pokój). Więcej na stronie Lasów Państwowych, zarządzających tym zwiedzaniu warto udać się do sklepiku. My zaopatrzyliśmy się w obowiązkowy magnes i kubek. Ceny nie były powalające i wyniosły odpowiednio 7 zł i 16 zł. Ciekawostki Jak czytamy na stronie pozostałości po kwaterze spożytkowano w wielu różnych projektach budowlanych: Drewniane baraki, które przetrwały okres II wojny światowej zdemontowano i wywieziono do stolicy, gdzie służyły początkowo jako miejsca noclegowe dla pracowników budujących Pałac Kultury i Nauki. Dziś funkcjonują jako studencki akademik na Bemowskich Jelonkach. Kostka brukowa z chodników została użyta do pokrycia okolic Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Płyty betonowe oraz inne materiały budowlane wykorzystano do odbudowy pasów startowych na lotnisku Okęcie. Granit, piaskowiec i marmur użyto do budowy tzw. Domu Partii (ówczesnej Siedziby KC PZPR). .
Od czerwca turyści mogą zwiedzać w Wilczym Szańcu zrekonstruowane wnętrze baraku narad, gdzie w 1944 r. przeprowadzono nieudany zamach na Hitlera. Była to najpoważniejsza próba odsunięcia dyktatora od władzy i wcześniejszego zakończenia wojny.
Wilczy Szaniec. Natrafili na kasę pancerną!W sobotę 8 sierpnia badacze z Fundacji Laterba weszli do schronu Martina Bormanna, a właściwie tego co z niego zostało. Tam bowiem natrafili na kasę pancerną. Kawał stali znajdował się w niezwykle ciasnym miejscu, stąd też wydobycie go wcale nie było takie także: O włos od wypadku-kasa pancerna?Wilczy Szaniec. Niezwykłe odkryciaW ostatnich tygodniach w Wilczym Szańcu poszukiwacze natrafili na pancerne drzwi i drzwi chroniące przed atakiem chemicznym, duży bojler wodny i armaturę wodną. Wydobyli to z dwóch schronów. Ciekawym odkryciem jest także kamień z wyrytym na nim skrótem nazwy jednostki batalionu ochroniarzy Hitlera oraz namalowaną przekazały Lasy Państwowe, poszukiwacze odkopali też schody prowadzące do baraku, w którym 20 lipca 1944 r. dokonano nieudanego zamachu na Hitlera. Miejscowi przewodnicy i historycy opowiadający o zamachu na Hitlera spierali się, jak usytuowany był stół w sali narad i gdzie znajdowała się teczka z ładunkiem wybuchowym. Oczywiście są plany baraku, ale nie wiadomo było, jak ten plan nałożyć w terenie. Odnalezienie schodów sprawiło, że już wiemy, gdzie było wejście do schronu, gdzie korytarz i jak umiejscowiona była sala narad – informują poszukiwawcze w byłej wojennej kwaterze Hitlera są prowadzone przez Fundację Laterba od kilku miesięcy. Zgodę na nie wydały Lasy Państwowe i Wojewódzki Konserwator Zabytków w nowy projekt "Wilczy Szaniec" to podróż dla dociekliwego turysty, jak i zawodowego poszukiwacza skarbów! Wejdziemy w każdą szczelinę, znajdziemy prysznic Hitlera i klucze. Odkryj z nami historie tego miejsca na nowo! - zapowiedzieli Szaniec to jedna z największych atrakcji turystycznych na Mazurach. W ubiegłym roku to miejsce odwiedziło około 330 tys. jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze sierpniu ubiegłego roku byłem po raz trzeci w Wolfschanze na przestrzeni ostatnich 5o lat . To co zobaczyłem od czasów poprzednich odwiedzin w 1997 r. napawa mnie zgrozą . Dla forsy zrobiono z tej naturalnej ruiny prawie LasVegas . Czy coś nie może pozostać nienaruszone ręką "biznesmenów " działających dla kasy pod przykrywką ochrony zabytków ? Schody do letniego baraku ?na czym polega sensacyjność tego odkrycia? nie wiedzieli, kto tam "urzędował"??Przestańcie marnować mój czas bzdurnymi postami!!!ŻenadaNie ma to jak ogladac kwatery bylego imperatora ktory napadl na Polske kazal brac do niewoli i mordowac Polakow a wy jeszcze kupujecie ich szmelcwageny. Nic nie znalaziono sensacyjnego. Jedynie materiał został tak napisany, żeby zasugerować coś sensacyjnego. Typowa zagrywka. W skrzynce pancernej znaleziono pewnie kartke byłem tu wilczym szańcu i bunkrze bormana uczyliśmy się z przedwojennych to byla puszka po konserwieGoiwno prawda już od kilku tygodni można było obejrzeć film na ten temat... Ile by za tą kasę zlomiarze się delektowali ech

Tłumaczenie hasła ""Wilczy Szaniec"" na niemiecki . Wolfsschanze jest tłumaczeniem ""Wilczy Szaniec"" na niemiecki. Przykładowe przetłumaczone zdanie: Drugi z Wilczego Szańca. Nakazujący aresztowanie pułkownika Stauffenberga ↔ Der zweite kommt aus der Wolfsschanze zur Festnahme von Stauffenberg.

Wilczy Szaniec to jedna z 7 kwater Hitlera i największa baza dowództwa Wehrmachtu. Jedną z największych atrakcji Mazur są tajemnicze bunkry Wilczego Szańca w Gierłoży. To niezwykły zabytek wojskowy z czasów II wojny światowej, który do dziś budzi wiele emocji wśród turystów. Odkrywamy zatem wszystkie najciekawsze atrakcje Wilczego Szańca. Budowa Wilczego Szańca właśnie w Mazurskich lasach nie była przypadkowa. Ta jedna z 7 kwater Hitlera i dowództwa Wehrmachtu, była ich największą bazą. Lokalizacja kwatery w okolicy Gierłoży miała strategiczne położenie, po pierwsze wojska dowodziły swoimi oddziałami bardzo blisko granicy z ZSRR. Po drugie samo miejsce było trudno dostępne, a bunkry mogły dzięki temu zostać skrzętnie ukryte w gęstwinie lasu. Jedną z ciekawszych sal muzeum jest rekonstrukcja sali narad, w której odbył się zamach na Hitlera. Budowa Wilczego Szańca trwała 4 lata od 1940 do 1944 roku. Do kwatery można było dotrzeć bezpośrednio pociągiem, dzięki nowej linii kolejowej, a na okolicznych łąkach powstały również dodatkowo lotniska. To zaskakujące, że ten potężny projekt, był tak pilnie strzeżoną tajemnicą, o której nie wiedziała nawet miejscowa ludność. Dziś zwiedzając zakamarki Wilczego Szańca możemy stopniowo odkrywać wszystkie jego tajemnicze miejsca. Ciekawostki o Wilczym Szańcu w Gierłoży W przeciągu 4 lat na powierzchni 250 ha w Wilczym Szańcu powstało aż 80 betonowych bunkrów i około 100 drewnianych baraków. Główne bunkry nie miały okien, więc wewnątrz oświetlane były sztucznie. Dodatkowo do środka prowadziło kilka drzwi, które w razie ataku mogły służyć do ewakuacji. Również z zewnątrz bunkry miały nietypowy kształt prostokąta, który zwężał się ku górze. Na dachu bunkrów sadzone były krzewy, trawa, a nawet sztuczne drzewa, które skutecznie maskowały betonowe miasto. Ściany w schronie Hitlera osiągały grubość aż 5 metrów, a strop miał nawet 8 metrów. Co więcej wszystkie bunkry w Wilczym Szańcu były starannie maskowane. Ściany pomalowane były na zielono – brązowe plamy. Dach pokrywała gruba warstwa ziemi, żeby mogła na nich rosła trawa, krzewy, a nawet sztucznie nasadzone drzewa. Dzięki temu obcym wojskom nigdy nie udało się zlokalizować kwatery Hitlera w Wilczym Szańcu. Wilczy Szaniec – dojazd, parking, cennik Do Gierłoży docieramy drogą nr 592 z Kętrzyna w kierunku Giżycka. Tuż za Kętrzynem skręcamy w lewo za drogowskazem na Wilczy Szaniec, przejeżdżamy przez wioski Karolewo i Czerniki. Na miejscu czeka na nas płatny parking (10 zł za samochód osobowy). Jednak w sezonie jest tu bardzo tłoczno, dlatego polecamy wizytę wczesnym rankiem, albo późnym popołudniem. W przeciwnym wypadku może się okazać, że będziemy czekać w długiej kolejce do parkingu. Na zwiedzanie Wilczego Szańca warto poświęcić około 3 godzin. Wilczy Szaniec jest otwarty przez cały tydzień od marca do października w godzinach od 8:00 do wieczora. Wstęp jest również płatny, bilet dla osoby dorosłej to 20 zł, a dla dziecka 10 zł. Zdecydowanie warto skorzystać z oferty audio przewodnika, który wypożyczymy za 10 zł. Przejście całej trasy z audioprzewodnikiem trwa około 2 godzin. Zdecydowanie są to pieniądze, które warto zainwestować, żeby naprawdę poznać klimat tego miejsca. Zwiedzanie Wilczego Szańca Na zwiedzanie kwatery Hitlera w Wilczym Szańcu w Gierłoży warto poświęcić około 2 – 3 godzin. Do przejścia jest jedna trasa turystyczna. Zdecydowanie warto skorzystać z usługi przewodnika lub audio przewodnika, bo bez tego zobaczymy jedynie stos rozwalonych bunkrów. A przecież najciekawsze są tu opowieści o wcześniejszych losach bunkrów i przeznaczeniu. Wszystkie bunkry w Wilczym Szańcu są w ruinie, gdyż Niemcy wycofując się z tych terenów wysadzili budynki w powietrze. Jak wynająć przewodnika po Wilczym Szańcu? Wystarczy zgłosić się do punktu przewodników przy wejściu, tam czekamy aż uzbiera się grupa przynajmniej kilkunastu osób i z nią ruszamy na wspólne zwiedzanie. Koszt przewodnika dla całej grupy około 20 osób to 120 zł. Jednym ze sposobów na zwiedzanie bunkrów w Wilczym Szańcu jest skorzystanie z usług przewodnika lub wypożyczenie audio guide. Jeśli jednak wolicie chodzić swoimi ścieżkami to polecamy skorzystanie z audio przewodnika na słuchawki. To urządzenie samo uruchamia się gdy podchodzicie do poszczególnych bunkrów, a lektor opowiada o wszystkich ciekawostkach. Nieco bardziej nowoczesnym wydaniem jest aplikacja na telefon – Wilczy Szaniec, którą możesz pobrać za darmo na smartfona. Aplikacja ma bardzo dokładną mapę z wszystkimi ważnymi punktami Wilczego Szańca, jak parking, restaurację, hotel, pole namiotowe, czy toalety. A jeśli chcesz poznać więcej tajemniczych wojennych ciekawostek, to koniecznie odwiedź również bunkry Wehrmachtu w Mamerkach. Ukryty w gęstwinie drzew kompleks niezniszczonych bunkrów niemieckich z czasów II wojny światowej jest jednym z najlepiej zachowanych w Europie. Oprócz tego znajdziesz tu największą wieżę widokową na Mazurach, bursztynową komnatę, u-boota i muzeum tajnej broni! Mamerki – tajemnicze bunkry Wehrmachtu Nowoczesne bunkry w Wilczym Szańcu i zaskakujące życie Bunkry w Wilczym Szańcu można porównać do małego miasta, które tętniło życiem za sprawą tysięcy osób, które w nim mieszkały. Z pozoru świetnie zakamuflowane schrony miały nie tylko militarne znaczenie. Może się wydawać, że życie toczyło się tu nad wyraz spokojnie i wesoło. Oprócz potężnych ruin betonowych bunkrów w Wilczym Szańcu możemy odwiedzić kilka wystaw oraz kino. Kino, sauna, restauracje, kasyno, czy kawiarnie umilały pobyt nie tylko żołnierzom. Dodatkowo podziw bierze, jak na owe czasy było tu nowocześnie. Na ulicach paliły się elektryczne latarnie, bunkry miały bieżącą wodę i kanalizację, a w dodatku wyposażone zostały w najnowocześniejsze urządzenia techniczne. Możemy sobie zatem tylko wyobrazić, jak potężna i kosztowna była to inwestycja. Zamach na Hitlera Adolf Hitler spędził w Wilczym Szańcu około 800 dni. Oprócz niego swoje kwatery mieli tu również Goering, Borman, czy Keitel. Zaskakującym wydarzeniem był nieudany zamach na życie Hitlera, który przeprowadził w lipcu 1944 Claus von Stauffenberg. Wydarzenie to nosiło kryptonim Walkiria. Potężne, mroczne i chłodne wnętrza bunkrów robią imponujące wrażenie. Pułkownik wraz z grupą spiskowców podłożył ładunek wybuchowy w swojej teczce, którą następnie zostawił pod stołem w sali narad, w której przebywał również Hitler. Sam Stauffenberg opuścił salę pod pretekstem pilnego telefonu, a w momencie wybuchu prędko opuszczał kwaterę Wilczego Szańca, by jak najszybciej udać się samolotem do Berlina. Niestety nie przewidział jednego, że Hitler przeżyje atak, a sam pułkownik jeszcze tej samej nocy został schwytany i niezwłocznie skazany na śmierć. Zwiedzanie kompleksu bunkrów w Gierłoży jest ciekawą atrakcją Mazur zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Niezależnie czy jesteś pasjonatem historii, czy może po prostu szukasz ciekawych atrakcji do odwiedzenia na Mazurach, to zdecydowanie wizyta w Wilczym Szańcu jest dobrym pomysłem na wypad. Była kwatera Hitlera to miejsce, które budzi sporo emocji, dla dorosłych jest to duża dawka zaskakującej historii, a dla dzieci zaskakujące spotkanie z potężnymi bunkrami, w których trudno wyobrazić sobie życie. I choć dziś możemy jedynie oglądać wysadzone przez wycofujące się wojska niemieckie ruiny, to jednak podróż tutaj jest nie lada gratką dla sporych tłumów turystów. Zatem daj się i Ty wciągnąć w tą pasjonującą podróż. Plan wypadu do Wilczego Szańca w Gierłoży Dojazd: droga nr 592 z Kętrzyna w kierunku Giżycka Parking: płatny parking przy wejściu na teren Wilczego Szańca – 10 zł/ dzień Bilety Wstępu: Wilczy Szaniec – bilet normalny 20 zł/os, bilet ulgowy 15 zł/osAudio przewodnik – 10 zł/osPrzewodnik dla grupy 20 osób – 120 zł Czas zwiedzania Wilczego Szańca: 2 – 3 godz.

Zespół Ochrony Lasu w Olsztynie przekazuje informacje dotyczące przeprowadzenia jesiennych poszukiwań szkodników sosny w 2023 roku. 1. Zespół Ochrony Lasu w Olsztynie zaleca przeprowadzenie jesiennych poszukiwań szkodników pierwotnych sosny w terminie od 15 listopada do 15 grudnia 2023 roku (łącznie z przesłaniem zbiorów). 2.

Bunkier w kompleksie Wilczy Szaniec. Fot. PAP/T. Waszczuk Drzwi pancerne, schody do baraku i kamień z oznaczeniem jednostki ochroniarzy wodza wydobyto podczas ostatnich poszukiwań w byłej kwaterze Hitlera w Wilczym Szańcu (Warmińsko-mazurskie). Część eksponatów jest już dostępna dla turystów – informuje PAP nadleśniczy Zenon poszukiwawcze w Wilczym Szańcu, byłej kwaterze Hitlera, są prowadzone od kilku miesięcy przez fundację Laterba z Gdańska za zgodą Lasów Państwowych i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Olsztynie. Jak powiedział PAP nadleśniczy nadleśnictwa Srokowo Zenon Piotrowicz, które zarządza Wilczym Szańcem, "z poszukiwaniami nie wiązano ogromnych nadziei i nie spodziewano się rewelacji". CZYTAJ TAKŻE W Wilczym Szańcu zrekonstruowano wnętrze baraku narad, w którym przeprowadzono zamach na Hitlera "Byliśmy przekonani, że przez dziesiątki lat teren już tak przekopano, że nie będzie tu spektakularnych odkryć. Jednak okazuje się, że doskonalszy sprzęt i determinacja poszukiwaczy sprawiła, że od czasu do czasu trafiają się +perełki+. Odkryte artefakty pokazują, jak ten obiekt funkcjonował w czasie wojny, jak wyglądało tutaj życie niesławnych mieszkańców. Odkrycia nie służą promowaniu nazizmu ani gloryfikacji i ocenie postaci historycznych"- wyjaśnił nadleśniczy. W ciągu ostatnich tygodni poszukiwacze wydobyli z dwóch schronów, w tym głównego schronu Hitlera pancerne drzwi i drzwi chroniące przed atakiem chemicznym. Zostały one wydobyte na zewnątrz i wyeksponowane dla turystów. Także ze schronu Hitlera, spod betonowego stropu poszukiwacze wydobyli wiele innych drobniejszych przedmiotów armaturę wodną, bojler, rury, krany, umywalki. To przedmioty pokazują jak urządzony był schron i w jaką infrastrukturę wyposażony. Przedmioty są także wyeksponowane na wystawie. Poszukiwacze chwalą się także dwoma ostatnio odkrytymi sensacyjnymi znaleziskami. CZYTAJ TAKŻE Historyk: wysadzeniu "Wilczego Szańca" niemieccy saperzy nie sprostali To kamień z oznaczeniem batalionu eskortującego Fuerhera. Wyryty jest na nim skrót nazwy jednostki batalionu ochroniarzy Hitlera oraz namalowana flaga. "Znalezisko pozwala ustalić w jakim baraku mieszkali i jak jednostka była oznaczona. Obecnie zastanawiamy się jak zakonserwować kamień z oznaczeniami, by farba z niego nie zeszła. Należy też znaleźć kontekst wyeksponowania znaleziska, tak by pokazać je jako fakt historyczny bez promowania zbrodniczej ideologii" - powiedział nadleśniczy. Poszukiwacze odkopali też schody prowadzące do baraku Hitlera. "Miejscowi przewodnicy i historycy opowiadający o zamachu na Hitlera spierali się jak usytuowany był stół w sali narad i gdzie znajdowała się teczka z ładunkiem wybuchowym. Oczywiście są plany baraku ale nie wiadomo było jak ten plan nałożyć w terenie. Odnalezienie schodów sprawiło, że już wiemy, gdzie było wejście do schronu, gdzie korytarz i jak umiejscowiona była sala narad" - dodał nadleśniczy. Obecnie poszukiwacze będą prowadzić badania w schronie osobistego sekretarza Hitlera Martina Bormanna, gdzie według wstępnych ustaleń może znajdować się kasa pancerna. Od czerwca turyści mogą zwiedzać w Wilczym Szańcu zrekonstruowane wnętrze baraku narad, gdzie w 1944 r. przeprowadzono nieudany zamach na Hitlera. Była to najpoważniejsza próba odsunięcia dyktatora od władzy i wcześniejszego zakończenia wojny. Wielki dębowy stół, teczka z ładunkiem wybuchowym, stare mapy, meble i przedmioty użytkowe z tamtego okresu pozwolą turystom cofnąć się w czasie o ponad 75 lat i znaleźć się w centrum wydarzenia historycznego mogącego zmienić losy wojennego świata i wielu milionów niewinnych ludzi. W ubiegłym roku Wilczy Szaniec odwiedziło 330 tys. turystów i była to rekordowa liczba odwiedzających tę jedną z największych atrakcji turystycznych na Mazurach. W tym roku ruch turystyczny jest mniejszy o jedną trzecią. Wilczy Szaniec w latach 1941-44 pełnił funkcję głównej kwatery Hitlera. W leśnym miasteczku pod Kętrzynem oprócz Hitlera mieszkało ok 2,5 tys. ludzi. Według historyków, to tu decydowano o podbojach nazistowskich Niemiec, tu pojawiały się szaleńcze pomysły i stąd wydawano rozkazy wpływające na losy wielu milionów ludzi. (PAP) autorka: Agnieszka Libudzka ali/ pat/

ScZyEmT.
  • 0j7fnlypdp.pages.dev/69
  • 0j7fnlypdp.pages.dev/7
  • 0j7fnlypdp.pages.dev/5
  • 0j7fnlypdp.pages.dev/41
  • 0j7fnlypdp.pages.dev/66
  • 0j7fnlypdp.pages.dev/25
  • 0j7fnlypdp.pages.dev/23
  • 0j7fnlypdp.pages.dev/53
  • wilczy szaniec w środku